Zaginiony testament Marii księżnej Sułkowskiej

Zainteresowanie osobą księżnej Marii prowadzi do kolejnych odkryć, zapewne nie ostatnich. Tym razem w zasobach Archiwum Państwowego w Toruniu odnalezione zostały akta dotyczące testamentu sporządzonego przez księżną Sułkowską. Jakie skarby znajdowały się w tych teczkach? Co przedstawia spadek Marii księżnej Sułkowskiej? 

Księżna Sułkowska w Toruniu

Księżną Sułkowską interesujemy się już od dłuższego czasu. Nasze poszukiwania zaowocowały ciekawymi ustaleniami dotyczącymi jej osoby i majątku w podtoruńskich Bielawach, o czym pisaliśmy tutaj >> oraz tutaj >>. Udał się także ciekawy projekt „ożywienia” księżnej – w marcu 2026 r. w Bielsku-Białej, dawnym zamku Sułkowskich, wybrzmiały jej tłumaczenia Sonetów Szekspira. Spotkanie to było także okazją do opowiedzenia o księżnej jako o właścicielce majątku. Teraz czas ma kolejną odsłonę losów wdowy po księciu Sułkowskim.

Testament z sierpnia 1939 r.

Sierpień 1939 roku w Toruniu był czasem narastającego napięcia, paraliżującego strachu przed nadchodzącą wojną, ale także intensywnych przygotowań obronnych. Miasto, jako ważny ośrodek wojskowy i administracyjny (wszak to stolica Województwa Pomorskiego) blisko granicy z Rzeszą, znajdowało się w centrum zainteresowania niemieckiej dywersji. To wszystko dociera oczywiście do księżnej Marii, która lato spędza w swoim majątku Bielawy. Księżna pod koniec miesiąca postanawia sporządzić swój testament. W tym celu udaje się do notariusza Jana Zakrzewskiego, mającego kancelarię przy ul. Chełmińskiej 4 w Toruniu. I tam notariusz w dniu 26 sierpnia 1939 r. sporządza testament księżnej Sułkowskiej w formie aktu notarialnego (repertorium 798/39).

Ówczesne przepisy nieco różniły się od dzisiejszych. Wówczas bowiem testament notariusz zamykał w kopercie i przekazywał ją na przechowanie do Sądu Grodzkiego (dzisiaj się już tego nie robi). I oczywiście podobnie zrobił notariusz Zakrzewski, dnia 28 sierpnia 1939 r. składając go do właściwego Sądu. Dowodem na to – ważnym już po wojnie – jest pismo, którego fotografia zamieszczona jest jako zdjęcie tytułowe tego wpisu.

Z tej korespondencji wiemy jedynie, że majątek księżnej został oszacowany – przez nią samą – na 20.000,- zł. W 1939 r. była to ogromna kwota, pozwalająca na zakup nieruchomości lub luksusowego samochodu. Kolejarz zarabiał wówczas około 150 zł miesięcznie, co było i tak kwotą znaczną. 20.000 zł było równe wartości prawie 6 kilogramów czystego złota! Dzisiaj 6 kg złota kosztuje około 3,5 mln złotych! Czy to dużo jak za majątek o powierzchni ponad 180 hektarów? Trudno powiedzieć, dzisiaj Bielawy zapewne kosztowałyby więcej.

 

Szwajcarski wniosek o otwarcie testamentu

Notariusz Jan Zakrzewski przeżył wojnę, jednak jako notariusz poddany był „procesom historycznym”. Notariusze po 1946 r. zaczęli tracić niezależność, a zawód notariusza był stopniowo przekształcany w funkcję urzędniczą. I właśnie w 1947 r. „pełniący obowiązki notariusza” Jan Zakrzewski składa do Sądu Grodzkiego w Toruniu wniosek o otwarcie testamentu księżnej. Do wniosku Zakrzewski dołącza dwa bardzo ciekawe dokumenty: świadectwo zgonu Marii Sułkowskiej oraz udzielone mu pełnomocnictwo.

W kontekście badania losów księżnej Marii niezwykle ciekawe jest oczywiście świadectwo zgonu (zdjęcie poniżej). Do tej pory o dacie jej śmierci wiedzieliśmy bowiem z drugiej ręki (czyli z publikacji). Teraz mamy dowód. Okazuje się, że księżna istotnie zmarła w Krakowie 6 maja 1943 r., i została wpisana do księgi zmarłych parafii św. Szczepana w Krakowie.

P.O. notariusza Zakrzewski jest w tej sprawie pełnomocnikiem Jadwigi z Uznańskich de Werra.

Jadwiga baronowa de Werra z domu Uznańska była córką Alfreda Uznańskiego, starszego brata Marii księżnej Sułkowskiej i Jadwigi, primo voto, Uznańskiej z domu hr. Beydo-Rzewuskiej, secundo voto baronowej de Monfalcone. Jadwiga de Werra miała córkę z małżeństwa z baronem de Werra, Christine. Niestety Krystyna zmarła bezpotomnie. Z treści plenipotencji dowiadujemy się, że mąż Jadwigi to Jan Gabryel de Werra, chemik, pochodzący z Valais. Małżonkowie mieszkali w Bazylei.

De Werra to stary szlachecki ród szwajcarski, zamieszkujący m.in. Valais, jeden z kantonów południowej Szwajcarii.  

Zatem Jadwiga nie była – jak to napisał Zakrzewski – siostrzenicą (córką siostry) ale bratanicą, czyli córką brata zmarłej księżnej.

Spadek bez wartości

Nie wiemy, w jakim stanie majątek bielawy przetrwał wojnę. Wiemy tylko, że w czasie okupacji majątkiem tym zarządzała firma Moeler, działająca w branży optycznej (ten wątek jest jeszcze do wyjaśnienia). Natomiast notariusz Zakrzewski – odpowiadając na wezwanie sądu – napisał tak:

„spadek zasadniczo nie przedstawia żadnej wartości, gdyż majątek nieruchomy będący podstawą spadku został przejęty na cele reformy rolnej, zaś ruchomości zostały rozgrabione. W interesie stempla podaje się wartość na 1.000 zł”

No cóż, wojna nie oszczędziła i Bielaw. Być może dowodem na zniszczenie majątku jest dzisiejszy wygląd dawnego pałacu?

W aktach znajduje się zarządzenie sądu, zgodnie z którym testament nie znajduje się w posiadaniu sądu, wiec jego otwarcie nie może nastąpić. Czy wiedział o tym Zakrzewski? W aktach nie ma na to żadnego dowodu.

Wniosek Stefana Uznańskiego z 1957 r.

Być może dlatego 10 lat później, w 1957 r., podobny wniosek składa Stefan Uznański, również powołujący się na pełnomocnictwo Jadwigi de Werr. Nie składa on jednak tłumaczenia dokumentu pełnomocnictwa a jedynie pyta o testament. Stefan Uznański był zaś synem Jerzego Uznańskiego, brata Marii.

Tym razem Sąd odpowiada stanowczo: testament „zaginął w czasie ostatniej wojny”.

Co ważne, wnioskodawca – Stefan Uznański – to ojciec Antoniego Uznańskiego, z którym mamy kontakt. To właśnie od niego wiemy o powiązaniach rodzinnych Uznańskich i de Werra. Pisząc zatem o księżnej Sułkowskiej opisujemy losy, które dla rodziny księżnej są ciągle żywą historią. Ale spadek Marii księżnej Sułkowskiej to historia która nadal czeka na wyjaśnienie. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *